Niełatwo jest im się oprzeć. Kuszą fantazyjnymi liśćmi, niesamowitymi kolorami, egzotycznym wyglądem i oryginalnością. To nie pierwsza z brzegu monstera, zamiokulkas albo sansewieria, które na co dzień można zobaczyć w galeriach handlowych albo przestrzeniach biurowych. Niewątpliwie coś w sobie mają, ale czy to słynne coś wystarczy, żeby wydać niemałą kwotę na roślinę?

Odpowiedź jak zawsze jest jedna – to zależy. Tak, jeśli wiesz, na co się porywasz i z czym taki zakup się wiąże. A jak to sprawdzić? Przeanalizować różne dostępne opcje i zawczasu sprawdzić, co ten kolekcjonerski rarytas jest nam w stanie zaoferować. Oczywiście działa to też w drugą stronę – czy jesteś w stanie dać mu wszystko, czego potrzebuje, żeby zrealizował swój potencjał? Wbrew pozorom, zielony podopieczny potrafi bardzo wiele powiedzieć, niestety najczęściej po fakcie. A chociaż głośno nie krzyczy, kiedy dzieje mu się krzywda, to roślinne cierpienie widać niemal od razu.

Czy z każdego kaczątka wyrasta łabędź?

Od czego zacząć ocenę? Od sprawdzenia jak wygląda forma dojrzała. Dorosły liść może zachwycić kolorem, rozmiarem i kształtem. Ale nie zawsze jest to regułą. Tak jak w modzie, trendy roślinne bywają różne. Niektóre są chwilowe, niektóre zupełnie niejasne, a jedynie nieliczne z czasem zyskują miano ponadczasowej klasyki. Co więcej sklepy z roślinami już dawno temu opanowały do perfekcji marketingowy język. Do tego stopnia, że trudniej dziś znaleźć roślinę niekolekcjonerską niż kolekcjonerską… Najlepiej jest więc zaufać sobie i kupować tylko te rośliny, które będą cieszyć nasze subiektywne oko przez lata.

Jakiś czas temu dla zabawy ustawiłam na jednym stoliku kilka różnych roślin. Monstera z variegacją stanęła obok super rzadkiego Epipremnum Goldfinger i 2 alokazji (w tym bardzo kapryśnej Polly). Co się okazało? To właśnie Polly z dużymi, egzotycznymi liśćmi i wyrazistym unerwieniem na ciemnej zieleni wpadającej niemal w czerń przyciąga najwięcej uwagi. Tymczasem z całej tej grupki kosztowała najmniej – jeśli być dokładnym – ponad 10 razy mniej niż epipremnum z bardzo nietypowym żółtym wybarwieniem liści….

Ceny i rozmiary – wcale nie takie oczywiste

Druga ważna kwestia to oczywiście cena, z którą wbrew pozorom można pokombinować. W popularnych sklepach z roślinami ceny potrafią być zaporowe, chociaż bardzo mogą się różnić i nie są uzależnione jedynie od rozmiaru. W okazyjnej cenie można nabyć szczepkę od kogoś, kto regularnie pozbywa się nadwyżek. Jeśli nie zależy nam na czasie, warto poszukać malucha albo zdecydować się na cięty węzeł, który można szybko ukorzenić. Najdroższy, dorosły (teoretycznie silny i stabilny) egzemplarz wbrew pozorom też potrafi mocno rozczarować o czym sama nie raz się przekonałam. Jakie są wady i zalety rarytasów w różnych rozmiarach?

  • cięte węzły – na dzień dobry można dostać spory liść zbliżony już do formy dojrzałej. Cena jest już jednak nieporównanie niższa. Problem w tym, że cięte węzły nie zawsze się ukorzeniają tak jak byśmy tego chcieli. Niektórym wystarczy woda, trochę światła i bardzo szybko zaczynają wypuszczać korzenie. Inne ukorzeniają się znacznie wolniej, nawet jeśli dodatkowo dokarmia się je ukorzeniaczem. Mimo wszystko warto spróbować, a na pewno poszukać informacji, czy dany gatunek łatwo się rozmnaża. Nie raz mi się zdarzyło, że dopiero szczepka ze średnio urodziwej roślinki pokazała pełnię swoich możliwości. Dodatkowo ukorzenianie, to niezwykle praktyczna umiejętność, która może odjąć trochę stresu, a przy okazji zapewnić oszczędności, bo pozwala w miarę szybko zagęszczać i rozmnażać roślinne zbiory.
  • maluchy – bywa z nimi bardzo różnie, ale z reguły dobrze rosną, kiedy zapewni się im bardzo troskliwą opiekę. Przydaje się nie tyle ukorzeniacz, co nawóz albo witaminy, które pomogą roślinie wykształcić mocne korzenie. Nie do przecenienia jest odpowiednio nasłonecznione miejsce. Warto też takie roślinne dziecko chronić przed przeciągami i szkodnikami. W praktyce sprawdza się szklarnia, chociaż nawet w przypadku względnie sterylnego środowiska i tak lepiej oglądać regularnie liście, żeby zainterweniować od razu, jeśli pojawią się szkodniki. Niewątpliwą zaletą maluchów jest ich cena. Są zdecydowanie tańsze niż dorosłe już rośliny. Od początku ma się też okazję, by poznać ich potrzeby i mieć wpływ na ich wygląd, rozmiar i kształt. Trzeba się jednak uzbroić w cierpliwość, bo nierzadko trzeba miesięcy, jeśli nie lat, żeby doczekać się dojrzałych liści. Co jednak dla jednych jest wadą, dla innych może być zaletą. Kolekcjonerskie maluchy bez problemu mieszczą się na parapetach i z powodzeniem mogą na nim zostać przez dłuższy czas. A efekt dżungli w mieszkaniu zawsze tymczasowo mogą zapewnić znacznie od nich tańsze klasyki.
  • duże rośliny – przede wszystkim odpowiednio już kosztują. Najbardziej efektowne monstery to wydatek rzędu nawet kilku tysięcy złotych. Nie inaczej jest w przypadku filodendronów czy alokazji. I chociaż teoretycznie powinny być zdrowe i stabilne, to szybko można się rozczarować. Roślinny biznes niestety nie zawsze stawia na pierwszym miejscu prawa natury. A jeśli w grę wchodzą już konkretne pieniądze za rzadką roślinę, która akurat teraz ma najwyższą cenę, to nic dziwnego, że hodowcy chcą, żeby urosła jak najszybciej. Dotychczas zawiedziona byłam tylko (albo aż) 2 razy. Warunki domowe, nawet te najlepsze, niestety znacznie się różnią od tych ze szkółek. Mniej światła i słabszy nawóz robią swoje i tak np. piękna po odpakowaniu roślina zaczyna wypuszczać coraz mniejsze zamiast coraz większych liści. Albo te piękne liście zaczynają marnieć w oczach. Albo znika ich niesamowite wybarwienie i każdy kolejny liść staje się coraz bardziej pospolity. Różnie bywa też z korzeniami, a piękna część nadziemna nie zawsze gwarantuje, że te korzenie są zdrowe i wystarczająco rozbudowane, by zachować urodę liści. Takim rozczarowaniem jest jeden z moich filodendronów. Mimo wielu starań, nigdy jeszcze nie dochowałam się dużego liścia. Zaskoczyło mnie też epipremnum. Bo chociaż ma piękne, wielkie liście z dziurami i efektowną variegacją, to po odpakowaniu przez kilka dni cieszenie się nim w pełni uniemożliwił mi unoszący się nad nim mocny zapach nawozu. Jak łatwo się domyślić, chociaż ta piękność gości w moim domu już od kilku miesięcy, nowych liści nie ma wcale dużo, a jak już, to są znacznie mniejsze od tych na dole doniczki, a wcale nie używam tanich preparatów do regularnej pielęgnacji.

Codzienność z rarytasem

I wreszcie najważniejsze, czyli codzienność. Każda roślina, a zwłaszcza ta kolekcjonerska ma sens, kiedy jest zdrowa i zadbana. I tu nie ma dróg na skróty. Trzeba odrobić zadanie domowe i poznać wymagania rośliny, regularnie ją obserwować, zapewnić jej odpowiednie stanowisko i mieć dla niej czas. To jedyny sposób, żeby uniknąć regresów, szkód spowodowanych przez szkodniki i ewentualne wyjazdy. Roślina ładnie się wybarwia, jeśli stoi na parapecie albo chociaż blisko okna, a nie w ciemnym kącie. Ma dorodne liście, kiedy regularnie jest zasilana odpowiednim nawozem i nie zżera jej prawie niewidoczne gołym okiem żyjątko. PIęknie się prezentuje, kiedy ma zapewnioną odpowiednią wilgotność i regularnie czyszczone liście. Czasami lepiej jest ich mieć po prostu mniej, żeby się nimi zwyczajnie cieszyć a nie tylko cały czas wokół nich chodzić i chuchać ze wszystkich stron. Niestety jednak to właśnie ten ostatni warunek prawie od początku sprawia mi największy kłopot…

You Might Also Like

Leave a Reply