Są takie momenty, kiedy tęskni się za cicho obecnym towarzyszem, który za minimum opieki daje spokój, oddech i namiastkę kontaktu z naturą. Właśnie w jednym z takich momentów zdecydowałam się wpuścić rośliny do domu i nie żałuję. Dziś czuję się plantokratką.
Przez kilka lat wspólnego życia pod jednym dachem wykształcił się u nas specyficzny mikroklimat.
W domu jest o wiele przyjemniej, rześko i spokojniej. Jednak patrząc na to, jak potężna jest już nasza zielona kolekcja, trudno mówić o zwykłym mieszkaniu. To, co u nas panuje, to specyficzny, zielony ustrój, który bez zawahania można nazwać plantokracją.
Rośliny stanowią tu zdecydowaną większość obywateli. Choć jako ludzie próbujemy nimi rządzić najlepiej, jak umiemy, to umówmy się – granice władzy bywają płynne. Czasami w pełnym komforcie odpoczywamy w cieniu ich potężnych liści, a czasami… po prostu potykamy się o wystające korzenie. Mimo to każdego dnia uparcie dążymy do jak najlepszej symbiozy.
Kto tworzy ten wyjątkowy ekosystem?
Oficjalnie u władzy stoję ja – samozwańcza Plantokratka. Tuż obok trwa mój mąż, który w tym ustroju pełni zaszczytną funkcję szefa wiecznej opozycji (choć dzielnie znosi kolejne doniczki). Mamy dwójkę dzieci oraz dwa czterołape futrzaki – jeden namiętnie miauczy, drugi głośno szczeka lub wyje. Oficjalnie uznajmy ich za urocze, choć całkowicie nieprzewidywalne, dzikie bestie naszej plantokracji.
Wkraczacie do świata, gdzie zielony liść ma głos, opozycja ma swoje zdanie, a bestie krążą wokół monster. Rozgośćcie się w naszym zielonym królestwie! 🌿👑🦁
#plantokratka #plantokracja #domowadzungla #urbanjunglepl #zyciezroslinami #mojdom #zielonyazyl #roslinydoniczkowe #rodzinnatwórczość #roslinneporady